Kup bilet

Sztuka w przybliżeniu // Teodor Axentowicz – „Zaczytana”

Teodor Axentowicz specjalizował się w portretach kobiecych, wykonywanych najczęściej w technice pastelowej. Tworzył je na zamówienie i dla zarobku niemal w nieskończoność, podobnie jak czynił to na przykład Franciszek Żmurko w przypadku salonowych i orientalnych wizerunków olejnych swoich bohaterek w modnych strojach tudzież w negliżu, w ekstatycznych pozach.

Repertuaru Axentowicza nie wyczerpuje konstatacja publicysty Antoniego Chołoniewskiego z 1906 roku, że chodzi o „główki zasmucone, zadumane, marzące, ciche, słodkie, anemiczne główki kobiet buduarowych, kwitnących w cieplarni, z dala od surowego podmuchu wiatru i palących promieni słońca […], które z życiem mają to tylko wspólnego, że żyjąˮ. Nawet w dorobku całej epoki młodopolskiej przywołane praktyki nie odbierają miana pierwszoplanowych takim dziełom jak słynna Wiosna (w Muzeum Mazowieckim w Płocku) oraz Rudowłosa (w Muzeum Narodowym w Krakowie), do których pozowała legendarna femme fatale Ata Zakrzewska. Obok nich wyróżnia się Zaczytana – mniej upowszechniona, choć nie mniej urodziwa i przyciągająca – być może żona malarza, aktorka Iza, córka prominentnego urzędnika brytyjskiego Adama Giełguda, z którą wziął ślub w Londynie w 1894 roku i z którą miał ośmioro dzieci.

Na pierwszy rzut oka Zaczytana to ładne, cukierkowe przedstawienie z czasów jakże zawiłych politycznie i obyczajowo, ze świata wczesnej moderny o podwójnym obliczu – dekadenckiego, demonicznego fin de siècle’u i wytwornej, pełnej blichtru belle époque. Tymczasem im więcej uwagi poświęca widz obrazowi w bezpośrednim kontakcie, tym bardziej zaczyna on urzekać efemeryczną świetlistością i migotliwością rodem ze słonecznych wizji impresjonistów i intymistów. Stanowi zapis dziwnej lekkości chwil przyjemnych, letnich, beztroskich, przeżywanych w ogrodzie, w zaszklonej werandzie, w zacisznym wnętrzu domu. Eteryczną aurę błogiego popołudnia osiąga artysta zarówno poprzez subtelną gamę barw jasnych i ciepłych – oranżów, żółcieni i brązów – wybijających się silnie na ciemniejszym tle, jak i w poprzez swobodny, niewymuszony rysunek potwierdzający jego wyczucie estetyczne i wybitną biegłość warsztatową. Wyraża się ona głównie w umiejętności zróżnicowanego opracowania poszczególnych fragmentów kompozycji – od wykończonych modelunkowo partii twarzy modelki, pięknej czy też poddanej idealizacji, do ekspresyjnych kresek zarysowujących kształty jej sukni oraz otwartej, trzymanej w dłoniach dużej książki.

Zaczytanej daleko jest do błahego obrazka, nawet jeśli jej wartość określają w ogromnej mierze walory wizualne. Okazuje się ona poniekąd dowodem w sprawie: nie wprost, ale jednak prowadzi do problematyki emancypacji i edukacji kobiet, ich praw i ról w zmaskulinizowanym, patriarchalnym społeczeństwie pojmowanym skądinąd jako nowoczesne. Istotnie, czym innym był wówczas dostatek i spokój u boku męża w zamożnej rodzinie arystokratycznej lub ziemiańskiej, a czym innym ogólnoklasowa walka sufrażystek aż do uzyskania praw wyborczych po pierwszej wojnie światowej w wielu państwach Europy i Ameryki Północnej. W związku z pierwszym zjawiskiem powraca pytanie, znane z licznych przekazów i dywagacji, na ile dostatek, spokój ów okupiony był taką bądź inną podległością, podporządkowaniem, wręcz uprzedmiotowieniem, osadzonym w odgórnie ustalonych ramach i proporcjach. Kazimierz Przerwa-Tetmajer dość dosadnie deklarował: „Lubię, kiedy kobietaˮ…

Uwielbiano o nich pisać i uwielbiano je malować, lecz do pisarstwa i malarstwa – tak jak do studiów wyższych – nie bardzo je dopuszczano. W zakresie kształcenia artystycznego istniały jedynie pojedyncze placówki i pracownie prywatne, takie jak Wyższe Kursy dla Kobiet zainicjowane przy Muzeum Techniczno-Przemysłowym w Krakowie w 1868 roku przez Adriana Baranieckiego, oraz kursy Bronisławy Poświkowej prowadzone w jej mieszkaniu w tym samym mieście od roku 1890. Warto podkreślić, że również pod Wawelem, przy ulicy Gołębiej, w 1897 roku sam Axentowicz otworzył prywatną szkołę malarstwa dla kobiet, gdzie prowadzili zajęcia między innymi Jan Stanisławski i Leon Wyczółkowski.

Obcujemy zapewne z najwdzięczniejszym czy też najbardziej ujmującym dziełem artysty w zbiorach Muzeum Śląskiego w Katowicach, współistniejącym z portretami jego rodziny oraz dziewczynki nieznanej z imienia i nazwiska, ponadto ze sceną symboliczną Jeńcy (Epizod powstańczy) i sceną rodzajową Pogrzeb huculski. Wszystkie te kompozycje, ukazujące rozległość i różnorodność tematyczną spuścizny artysty europejskiego formatu, można oglądać wymiennie w naszej galerii malarstwa i rzeźby – także w tym roku, obchodzonym w kraju jako rok Teodora Axentowicza, w sto sześćdziesiątą rocznicę jego urodzin.

dr Michał Burdziński

 

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn